Koronawirus w budownictwie. Zaczęła się walka o przetrwanie

2020-03-31 15:24 Monika Czechowska
Koronawirus zakaz zamknięta budowa
Autor: thinkstockphotos Koronawirus może zablokować realizację inwestycji budowlanych

Koronawirus w budownictwie to problem nowy, na niespotykaną skalę, który z pewnością wpłynie na działalność firm budowlanych i producentów materiałów budowlanych, a także na realizację zaplanowanych inwestycji. Dzisiaj niewiadomych co do skali zagrożeń jest nie mniej niż kilka tygodni temu, ale jest więcej wiedzy jak trzeba pomóc budownictwu i firmom związanym z budownictwem, by po wygaśnięciu pandemii koronawirusa nie okazało się, że nie ma kim odbudować strat.

Mamy przełom marca i kwietnia. Od czasu ogłoszenia w Polsce stanu epidemii wzrosła znacznie liczba zakażonych, zgonów i osób poddanych kwarantannie (nie ma co podawać statystyk, bo zmieniają się one z godziny na godzinę, jest też domniemanie, że oficjalne dane nie odzwierciedlają rzeczywistości). Nie zmieniła się ocena, że nie ma co liczyć na szybkie opanowanie koronawirusa, co potwierdzają informacje ze świata. Większość pracodawców zdecydowała się na pracę zdalną, gdzie jest to możliwe.

Koronawirus w budownictwie, czyli wielka niewiadoma

W budownictwie taki system dotyczy przede wszystkim prac biurowych, reszta wymaga realnej pracy na budowie. Praca w budownictwie jest wykonywana w większości na świeżym powietrzu, co niektórzy mogą uważać za zaletę w odniesieniu do dróg zarażenia wirusem, da się na placu budowy zachować minimum 1 metr (2 metry od kwietnia) odstępu od innej osoby. I to chyba jedyny plus w tej sytuacji. Cała reszta podlega tym samym zasadom, które w obliczu koronawirusa obowiązują wszystkie grupy zawodowe i pracowników jako obywateli.

Największe zagrożenie to obowiązkowa kwarantanna w przypadku podejrzenia lub stwierdzenia koronawirusa wśród załogi firmy budowlanej. Wtedy w zasadzie może stanąć cała budowa i to niewiadomo, na jak długo. Do tego dochodzą problemy z terminowymi dostawami materiałów budowlanych, które już zaczynają się pojawiać, a przecież przy wstrzymaniu produkcji i wyczerpaniu zapasów magazynowych mogą ustać całkowicie. Pojawiły się też nowe nieplanowane wydatki związane z koniecznością zapewnienia pracownikom środków zabezpieczających, jak płyny do dezynfekcji, rękawiczki i maseczki. Dla firmy budowlanej, zobligowanej harmonogramem budowy lub umową i karami za opóźnienia, wstrzymanie budowy z jakichkolwiek przyczyn to katastrofa. I nieważne, czy chodzi o dużą czy małą firmę budowlaną.

Koronawirus w natarciu, na budowach coraz mniej pracowników

Co prawda, duże firmy budowlane jak np. Budimex, informują że praca na ich budowach przebiega planowo. Z drugiej jednak strony, Polski Związek Pracodawców Budownictwa informuje, że liczba zwolnień, wniosków urlopowych i nieobecności związanych z kwarantanną wzrosła w firmach budowlanych o 300% (dodatkowo część pracowników budowlanych to osoby zza naszej wschodniej granicy, w związku z zamknięciem granic ich dostępność również spadła o co najmniej 20%, ponadto gdzie ich kwaterować w sytuacji zamknięcia hoteli?), co już pokazuje, jakie występują obiektywne trudności z zapewnieniem niezakłóconej ciągłości robót budowlanych. Trzeba też wspomnieć o tzw. absencji pracowniczej w kadrach po stronie inwestorów i inspektorów nadzoru budowlanego, sprawujących kontrolę nad zgodnością przebiegu procesu inwetycyjnego. Małe firmy z pewnością zawiesiły działalność nie mogąc zapewnić pracownikom odpowiedniej ochrony, ponadto również inwestorzy występują o przerwanie prac, nie będzie więc przychodów.

Dużym firmom realizującym duże kontrakty grożą gigantyczne kary, o ile nie nadrobią potencjalnych opóźnień. Przestój na budowie to brak wynagrodzeń dla podwykonawców, a więc często brak środków na bieżącą działalność. Budowlane spółki giełdowe tracą na wartości, bo to giełda właśnie jako pierwsza zareagowała na koronawirusa spadkami wycen akcji (np. spadają ceny akcji największej spółki budowlanej, czyli Budimeksu). Jak wiadomo, GDDKiA nie zgadzała się dotąd na waloryzację umów zawartych przed rokiem 2019, kiedy to weszły pewne zasady waloryzacji dla nowo podpisywanych umów. A te akurat są najmniej zagrożone, bo najczęściej pozostają jeszcze na etapie przygotowania inwestycji.

I tu wkraczamy w obszar, w którym to rząd musi wykazać się dalece posuniętą empatią dla sytuacji gospodarczej w kraju, ale i dla poszczególnych oddzielnie. Co prawda w kwestiach pracowniczych łączy je wspólny mianownik, jednak dzieli specyfika każdej z nich. Strona rządowa i posłowie usiłują dojść do consensusu w kwestii tarczy antykryzysowej, mając w tle sporo głosów krytycznych co do proponowanej pomocy. Część ekspertów życia gospodarczego, najczęściej reprezentująca grupy pracodawców, jest zdania, żeby bez względu na ułomność przepisów, które przecież można w przyszłości poprawić, jak najszybciej uchwalić tarczę antykryzysową, by już od kwietnia wystartować z realną pomocą. Inni uważają, że trzeba dalej walczyć, bo tarcza antykryzysowa jest zbiorem pomocy opartych na środkach niefinansowych, a tu natychmiast od zaraz potrzebne są konkretne pieniądze, żywa gotówka, by ochronić miejsca pracy, firmy i zdrowie ludzi.

Przypomnijmy, że chodzi o ogłoszony przez rząd 18 marca pakiet osłonowy dla gospodarki, przedsiębiorców i obywateli, którego wartość została oszacowana na 212 mld zł. Dla budownictwa i firm budowlanych ważna jest informacja podana przez PAP, że Ministerstwo Infrastruktury chce włączyć do tego zapis o możliwości wydłużenia umowy o roboty budowlane na czas trwania zagrożenia koronawirusem. Prawo zamówień publicznych dopuszcza zmianę umowy w przypadku wystąpienia nieprzewidzianej sytuacji. Problemem jest jednak wykazanie, że w konkretnym przypadku pandemia koronawirusa wpłynęła na opóźnienie, przerwę w pracy czy wzrost kosztów. Kwestią dyskusyjną jest też okres wydłużenia umowy. Regulacja w tej kwestii w pakiecie osłonowym dla firm (w trybie swego rodzaju specustawy) powinna zadowolić firmy budowlane realizujące duże inwestycje drogowe. Regulacje mają zacząć obowiązywać od kwietnia 2020. Pomysł dobrze ocenił Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, bo: „pozwoli na spokojnie rozstrzygać inne spory między wykonawcami, a zamawiającymi, które z pewnością się pojawią”. Jak widać, nie pieniądze a przepisy regulujące zasady współpracy mogą być narzędziem w sytuacji kryzysowej.

Bank Gospodarstwa Krajowego też pracuje nad uruchomieniem planu pomocowego dla polskich przedsiębiorców. Z gwarancji kredytowych czy kredytów płynnościowych będą mogły skorzystać firmy, które na 1 lutego 2020 nie miały zaległości w ZUS, US i banku kredytującym. Tu jednak pojawiają się głosy, że takie odraczanie płatności w czasie to żadna pomoc, bo w międzyczasie najsłabsze firmy, które najbardziej potrzebują wsparcia, i tak padną. Jak podają eksperci, duże firmy budowlane w obliczu takiego kryzysu jak koronawirus może przetrwają bez pomocy 3 miesiące, te najmniejsze, czyli cała rzesza podwykonawców, nie przetrwają miesiąca. W końcu stanie większość budów…

W Polsce nie ma jeszcze komunikatów o masowo zamykanych budowach z powodu koronawirusa, ale zagranicą to się dzieje. W środę 18 marca 2020 Strabag poinformował o zamknięciu 1000 budów w Austriii, a w piątek 20 marca Erbud zamknął swoje budowy w Belgii i sprowadził do kraju 266 pracowników, którzy zostali poddani 2-tygodniowej kwarantannie. Dodajmy, że obie firmy działają również w naszym kraju.

Pakiet pomocowy dla firm budowlanych – koronawirus to siła wyższa

Jak czytamy w piśmie Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB) z 28 marca do minister rozwoju Jadwigi Emilewicz i ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka, „przedsiębiorstwa budowlane utrzymują, pomimo poważnej sytuacji, ciągłość produkcji. Jednak ich kondycja z uwagi na szereg problemów lat minionych, w tym zwłaszcza nierozwiązany problem waloryzacji kontraktów z lat 2015-2017, czy liczne spory na gruncie nazbyt zbiurokratyzowanego i skostniałego systemu zamówień publicznych, jest dziś trudna. Potrzeba obecnie rozwiązań ustawowych, które wyeliminują ze skutkiem natychmiastowym kluczowe dysfunkcje relacji zamawiający – wykonawca. Niestety, w ocenie PZPB, proponowane w tarczy antykryzowej zapisy nie będą odpowiednim wsparciem dla rynku budowlanego, a w odniesieniu do umów zawartych w trybie zamówień publicznych, proponowana ich nowelizacja nie wnosi rozwiązań, które w sposób efektywny i szybki zmniejszyłyby stan zagrożenia oraz pomogły obu stronom – publicznej i prywatnej, efektywnie zarządzać realizacją kontraktów.

W opinii PZPB, proponowane rozwiązania:

  • nie zawierają odpowiedniej podstawy materialnoprawnej do podejmowania decyzji kontraktowych, takich jak zawieszenie/anulowanie kar umownych,
  • przewidują nazbyt dużo dowolności (nawet nie swobody) uznania zamawiającego czy zamierza przesunąć terminy kontraktowe czy nie,
  • nie przewidują zawieszenia na okres epidemii biegu ustawowych terminów wynikających z przepisów prawa cywilnego, co będzie narażać na ryzyko utraty praw przez zamawiający publicznych, wykonawców i podwykonawców,
  • będą prowadzić do biurokratyzowania procesów,
  • wpłyną negatywnie na wzrost liczby roszczeń i spraw kierowanych na drogą sądową,
  • nie zawierają oczywistej podstawy, wskazywanej przez wielu inwestorów, również publicznych, do uznania, że strony mają do czynienia ze stanem Siły Wyższej (w przypadku kontraktów, które jej nie definiują),
  • blokują możliwość odstąpienia z uwagi na wystąpienie COVID-19, nawet jeśli zawarta umowa dopuszcza taką możliwość w ramach np. siły wyższej. [ analizy i pisma do rządu są dostępne na stronie PZPB]

Batalia opinii ekspertów o rozwiązania zawarte w tarczy antykryzowej trwa. Już 1 kwietnia powinniśmy poznać decyzje Sejmu. Po 1 kwietnia dyskusje o pakiecie pomocowym będą trwać dalej, bo praktyka kolejnych tygodni czy miesięcy będzie pokazywać, ile jest on wart. Na dzisiaj rzeczywiście najpilniejsze wydaje się utrzymać miejsca pracy i zapewnić wynagrodzenia pracownicze przynajmniej na poziomie płacy minimalnej, zapewnienie firmom płynności finansowej. Bardziej praktyczne będą nieoprocentowane kredyty niż jednorazowa darowizna w wysokości 5 tys. zł dla najmniejszych przedsiębiorstw. Na razie wiele się mówi o wzroście bezrobocia i o tym, że z datą na koniec marca posypią się wypowiedzenia. Kwiecień będzie kolejnym miesiącem walki z koronawirusem w budownictwie i w całej gospodarce, miesiącem walki o zdrowie i życie wszystkich Polaków, i nie wiadomo co przyniesie...    

Branża budowlana ma problemy, ale branża pomaga

W dobie kryzysu niesienie pomocy wydaje się oczywiste. Koronawirus zaczyna blokować polską gospodarkę, mimo to, firmy budowlane i związane z budownictwem, które również stanęły w obliczu trudności, pomagają w walce z koronawirusem. Zbieramy przykłady takiej pomocy, bo to przejawy solidarności i dojrzałego biznesu w obliczu katastrofy, ale przede wszystkim ludzkiej empatii i życzliwości...

Przekonaj się, jak BRANŻA POMAGA

Koronawirus w budownictwie – opinie ekspertów, wsparcie merytoryczne

Budownictwo, firmy budowlane – jak i wszystkie pozostałe branże – pozostają w stanie niepewności, bo nie wiadomo co wydarzy się jutro, a może i za godzinę. Dobrze mieć więc zasób wiedzy, co robić w obliczu zagrożenia, jakie dla firmy może ono mieć konsekwencje. Polski Związek Pracodawców Budownictwa wdrożył na swojej stronie kanał informacyjny, specjalny legal alert przygotowany przez kancelarię prawną. To szczególna baza wiedzy, odpowiadająca na aktualne pytania dotyczące potencjalnego zamknięcia zakładów pracy z powodu koronawirusa i ewentualnych kosztów z tym związanych po stronie firm.

Jak powiedział mediom w połowie marca przedstawiciel PZPB, większość dużych firm budowlanych wprowadziło procedury pracy zdalnej dla pracowników biurowych, anulowano szkolenia, ograniczono wyjazdy służbowe i kontakty osobiste, dużą wagę przywiązuje się do zasad higieny na budowach. Już tylko to powoduje utrudnienia w funkcjonowaniu firm, nie mówiąc o przymusowej kwarantannie. Skala wspływu koronawirus na budownictwo i poszczególne firmy budowlane jest trudna dzisiaj do przewidzenia.

Z kolei analityk firmy PMR podkreśla, że budowlańcy nie mogą pracować zdalnie, stąd gdy pojawią się ogniska wymagające kwarantanny na pewno wystąpią opóźnienia w realizacji inwestycji. Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Istnieje też zagrożenie, że nawet jeżeli epidemia zostanie zahamowana, silnie wyhamowany rynek może szybko przyspieszyć, ale może to nastąpić z mniejszą dynamiką niż miała ona miejsce przed pojawieniem się koronawirusa. Poprosiliśmy PMR o szerszy komentarz, wypowiada się Szymon Jungiewicz, dyrektor sektora budowlanego:

„Budownictwo teoretycznie nie jest branżą, która narażona jest na skutki pandemii w tak bezpośredni sposób, jak choćby branża hotelarska czy rozrywkowa. Nie można jednak wprowadzić systemów pracy zdalnej na placach budów, jeżeli zatem pracownicy budowlani przestaną przychodzić do pracy, całą branżę czeka fala opóźnień i spowolnienia już realizowanych inwestycji.

Opóźnienia realizowanych budów mogą pociągnąć za sobą zmiany harmonogramów przyszłych projektów – potencjalnie może to doprowadzić do spadku popytu na usługi budowlane, co za tym idzie niższych cen wykonawstwa. Ten scenariusz jest prawdopodobny w dłuższym terminie, krótkookresowo priorytetem zarówno wykonawców, jak i inwestorów będzie dotrzymanie terminów na bieżących budowach. Stąd wydaje się, że bardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie nawet wzrost kosztów realizacji (potencjalne wzrosty cen materiałów budowlanych związane z problemami logistycznymi i ich dostępnością, trudności z personelem budowlanym, czy opóźnienia w firmach okołobudowlanych). W PMR opracowujemy właśnie zrewidowane prognozy rozwoju dla sektora budowlanego w Polsce.

Silny wpływ na sektor budowlany będzie miała polityka kredytowa banków – jeżeli zaostrzą one kryteria przyznawania kredytów hipotecznych także deweloperzy mieszkaniowi dotychczas śrubujący rekordy aktywności będą musieli pogodzić się ze spadkiem popytu. Można sobie wyobrazić sytuację, że w wypadku przedłużających się harmonogramów inwestycji i utraty płynności przez firmy deweloperskie narastać może presja na obniżanie cen – ale tutaj decydującym czynnikiem będzie skala osłabienia popytu ze strony kupujących. Ciężko dziś przewidzieć, w którą stronę pójdzie rynek – czy nadal mieszkania będą uznawane za najbezpieczniejszą lokatę kapitału (krach giełdowy zwiększa szansę na ten scenariusz), czy też niepewność zachęci potencjalnych klientów do przyjęcia strategii wyczekiwania na niższe ceny?

W długim okresie kluczowe znaczenie dla rozwoju rynku budowlanego będzie miał jednak wpływ otoczenia makroekonomicznego i polityki inwestycyjnej. Dziś wszyscy widzą powagę zagrożenia (np. interwencyjna obniżka stóp procentowych). Obniżone nakłady inwestycyjne odbiją się z pewnością na niższych nakładach na budynki. Może to dotknąć szczególnie budownictwo komercyjne, gdzie inwestorzy muszą zorganizować finansowanie swoich projektów. W zdecydowanie mniejszym stopniu powinno to dotknąć inwestycji infrastrukturalnych (tutaj można jednak wyobrazić sobie przekierowanie środków z inwestycji infrastrukturalnych chociażby na ochronę zdrowia)."

Deloitte na swoich stronach zamieszcza dużo informacji o koronawirusie, unikając jednak pogłębionych analiz sytuacji gospodarczej kraju i poszczególnych branż. W sumie takie podejście jest odpowiedzialne. Nie ma zbytniego straszenia, bo przecież cały świat stoi przed sytuacją nową, globalną, niezwykle dynamiczną, o nieprzewidywalnych dzisiaj łańcuchach zależności pomiędzy koronawirusem, ludźmi i ich działalnością zawodową. Warto dodać, że kancelarie prawne zamieszczają na swoich stronach interpretacje prawne przepisów, które znajdują zastosowanie np. w sytuacji kwarantanny pracowników, zasiłków podczas nieobecności w pracy, sytuacji, w których pracownik może odmówić świadczenia pracy.

Temat koronawirusa podjęli także eksperci rynku nieruchomości mieszkaniowych oraz deweloperzy. Pierwszą reakcją na epidemię najprawdopodobniej będzie zmniejszony obrót na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Gdy rynek będzie hamował, ceny mieszkań nie muszą od razu spadać – ocenia Mateusz Romanowski, założyciel SonarHome. W początkowym stadium wyhamowania sprzedaży będziemy obserwować stabilizację lub ograniczenie wzrostu cen mieszkań do minimum, niewykluczony jest też przejściowy spadek cen spowodowany zastojami transakcji w niektórych segmentach rynku. W scenariuszu optymistycznym szybkie działania prewencyjne rządu mogą pomóc w skróceniu skutków epidemii. Istnieje możliwość, że wyhamowanie obrotu nieruchomościami potrwa zaledwie dwa – trzy miesiące, przy czym będziemy obserwować niższą liczbę transakcji i stabilizację cen mieszkań. Z drugiej strony, Adam Białas, dyrektor Core PR, prognozuje przeniesienie się aktywności sprzedających i kupujących nieruchomości do Internetu. I nie chodzi tu tylko o sam etap dokonania transakcji, co przeszukiwanie ofert, odkładając podjęcie decyzji do czasu zażegnania zagrożenia. Dlatego już dzisiaj na dużo lepszą pozycję na rynku nieruchomości mają firmy z dobrze zorganizowanym działem e-commerce, a większość serwisów poświęconym nieruchomościom zanotowała znaczący wzrost aktywności online.
Warto tu przytoczyć wyniki ankiety, którą 11 i 12 marca (czyli na początku obostrzeń związanych z koronawirusem) wśród swoich agentów przeprowadził Metrohouse, którzy stwierdzili, że już wtedy pojawienie się zagrożenia w postaci koronawirusa przyczynia się do zmniejszenia popytu na mieszkania. Tak odpowiedziało 44% ankietowanych agentów, jednocześnie 38% było odmiennego zdania, reszta nie miała opinii na ten temat. To tylko potwierdza, że poruszamy się po nieznanym obszarze, a pandemia wywołuje zamęt na rynku.

Dzisiaj wszyscy koncentrujemy się na medycznym aspekcie epidemii koronawirusa, analizy ekonomiczne pozostają jednak w tle. Budownictwo jest traktowane jako integralna część całej gospodarki, bez żadnych taryf ulgowych. Inaczej będzie, gdy eksperci i firmy budowlane, także producenci i dostawcy materiałów budowlanych, zderzą się z tzw. twardymi danymi. Dopiero wtedy okaże się, jaki był wpływ koronawirusa na budownictwo. Optymizmem napawa fakt, że polskie budownictwo i firmy budowlane nieźle sobie radzą w sytuacjach kryzysowych, i oby to się nie zmieniło. Wskaźnik koniunktury w budownictwie w marcu wykazał optymizm, ale nie miał jeszcze bagażu obciążeń koronawirusem. W kwietniu należy spodziewać się już gwałtownego spadku.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
Czytaj więcej