Spis treści
- Dane UZP pokazują skalę problemu, ale nie potwierdzają zapaści rynku
- Ostrołęka: brak ofert na projekt, później 17 ofert na roboty centrum przesiadkowego
- Tarnobrzeg i Rawicz: oferty ponad budżet najmocniej uderzają w projekty z dofinansowaniem
- Gdańsk etapuje Park Południowy, a Krzanowice powtarzają mały przetarg
- Największym kosztem nieudanego przetargu bywa czas, a nie sam brak firm
W 2025 r. w segmencie robót budowlanych 31 542 postępowania zakończyły się podpisaniem umowy, ale 6 809 unieważniono. Najczęściej nie chodziło o całkowity brak firm na rynku. W 52,5 proc. unieważnień najkorzystniejsza oferta po prostu przekraczała budżet zamawiającego. Dla samorządów realizujących projekty z UE i KPO to poważny problem: dotacja jest, potrzeba inwestycji też, a po przetargu nadal nie ma wykonawcy albo projektanta.
Dane UZP pokazują skalę problemu, ale nie potwierdzają zapaści rynku
Statystyka Urzędu Zamówień Publicznych pokazuje dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, skala unieważnień jest duża i dotyczy tysięcy postępowań. Po drugie, sam rynek robót budowlanych pozostaje relatywnie konkurencyjny.
Średnia liczba ofert w robotach budowlanych wyniosła w 2025 r. 2,92, a tylko 11,27 proc. postępowań miało jedną ofertę. To ważne, bo hasło „nie ma wykonawców” bywa zbyt daleko idącym uproszczeniem. W wielu przypadkach problem leży gdzie indziej: w niedoszacowanym budżecie, źle ustawionych warunkach postępowania, zbyt sztywnym harmonogramie albo dokumentacji, która nie zachęca rynku.
Znaczenie ma też prawo. Z komentarza UZP do art. 255 Pzp wynika, że jeśli zamawiający nie dostanie choćby jednej prawidłowej oferty, postępowanie nie może osiągnąć celu, czyli wyboru wykonawcy i podpisania umowy. W praktyce oznacza to obowiązkowe unieważnienie i stratę czasu, która w projektach dotacyjnych bywa równie kosztowna jak wzrost ceny.
Ostrołęka: brak ofert na projekt, później 17 ofert na roboty centrum przesiadkowego
Dobrym przykładem jest Ostrołęka. Na początku marca 2025 r. pierwsze postępowanie dotyczące dokumentacji projektowej centrum przesiadkowego zakończyło się bez ofert. To oznaczało problem już na etapie przygotowania inwestycji, a nie dopiero przy wyborze wykonawcy robót.
Stawka była duża, bo szerszy projekt transportowy otrzymał niemal 38 mln zł dofinansowania UE. Obejmuje on nie tylko samo centrum przesiadkowe, ale też przebudowę pętli autobusowych i rozwój infrastruktury rowerowej. Opóźnienie dotyczy więc całego programu mobilności miejskiej, a nie jednego obiektu.
Jednocześnie ten sam przypadek pokazuje, że fiasko pierwszego postępowania nie musi oznaczać końca zadania. Według danych zebranych do materiału we wrześniu 2026 r. trwała ocena 17 ofert w przetargu na roboty budowlane. Formalny wynik tego postępowania wymagał jeszcze publikacji, ale już sama liczba ofert pokazuje, że wcześniejszy brak zainteresowania na etapie projektowym nie oznaczał braku rynku dla samych robót.
Czytaj też: Remont domu od dachu po podłogi. Ile kosztuje generalny remont w 2026 roku?
Tarnobrzeg i Rawicz: oferty ponad budżet najmocniej uderzają w projekty z dofinansowaniem
W Tarnobrzegu problem przyjął bardziej typową formę. Miasto przygotowuje budowę stanicy żeglarskiej nad Jeziorem Tarnobrzeskim. Wartość projektu to 12 mln zł, z czego 9,6 mln zł stanowi dofinansowanie, a 2,4 mln zł wkład własny. Przetarg na roboty budowlane ogłoszono 17 czerwca 2026 r.
Według relacji lokalnego portalu wpłynęła jedna oferta znacząco przekraczająca budżet miasta. Formalny wynik postępowania wymaga dodatkowej weryfikacji, ale sam mechanizm jest dobrze znany na rynku. Samorząd ma środki zewnętrzne i gotowy plan, lecz wycena rynku okazuje się wyższa niż założenia zamawiającego. W efekcie harmonogram inwestycji, która miała zakończyć się w 2027 r., wymaga ponownego sprawdzenia.
Jeszcze wyraźniej widać to w Rawiczu, gdzie chodzi o budowę 4 budynków wielorodzinnych po 25 mieszkań, czyli łącznie 100 lokali komunalnych. Całe przedsięwzięcie ma wartość 51 621 209,76 zł. Finansowanie zewnętrzne jest tu bardzo wysokie: 7 111 892,41 zł z KPO i 41 296 967,80 zł z Funduszu Dopłat.
Według lokalnej prasy gmina zmagała się w 2025 r. z dwukrotnym unieważnieniem przetargu. Ostatecznie pod koniec grudnia 2025 r. podpisano umowę z konsorcjum, którego liderem było Przedsiębiorstwo Budowlane Ambit sp. z o.o. z Leszna. Jesienią 2026 r. inwestycja była już wskazywana jako realizowana. To ważny sygnał dla rynku mieszkaniowego samorządów: nawet po kilku potknięciach projekt może wrócić na właściwe tory, ale traci czas, a przy zadaniach mieszkaniowych czas oznacza późniejsze oddanie lokali do zasobu komunalnego.
Gdańsk etapuje Park Południowy, a Krzanowice powtarzają mały przetarg
Problem nie dotyczy tylko transportu i mieszkań. W Gdańsku w maju 2025 r. nie wpłynęła żadna oferta na dokumentację projektową Parku Południowego. To planowana duża przestrzeń rekreacyjna dla południowych dzielnic miasta, z placami zabaw, wybiegiem dla psów, polanką rekreacyjną, skateparkiem i torem rowerowym. Łączne planowane nakłady wynoszą 18 609 020 zł.
Miasto nie zrezygnowało jednak z zadania, tylko zmieniło sposób działania. W 2026 r. przeprowadzono odrębny przetarg na strefę wejściową parku i podpisano umowę z Trakt sp. z o.o. sp. k. za 3 791 726,72 zł. To przykład etapowania inwestycji po fiasku wcześniejszego postępowania. Taki ruch pozwala uruchomić część prac, ale nie oznacza jeszcze, że cały park ma już wykonawcę. Według założeń roboty dotyczące strefy wejściowej miały zakończyć się do końca 2026 r.
Podobny mechanizm widać w dużo mniejszej skali w Krzanowicach. Tam unieważniono postępowanie na budowę wiaty przystankowej i małej architektury, ponieważ do 3 czerwca 2026 r. nie wpłynęła żadna oferta. Zadanie było elementem projektu pieszo-rowerowego realizowanego po obu stronach granicy w ramach programu Interreg Czechy-Polska 2021-2027 i Funduszu Małych Projektów Euroregionu Silesia.
Później pojawiło się drugie postępowanie, a we wrześniu 2026 r. opublikowano ogłoszenie o wykonaniu umowy. Nie podano jednoznacznej wartości analizowanego komponentu w zebranych źródłach, ale przypadek dobrze pokazuje skalę zjawiska. Nawet mały element infrastruktury może zatrzymać albo przesunąć rozliczenie większego projektu.
Największym kosztem nieudanego przetargu bywa czas, a nie sam brak firm
Z zestawienia tych przypadków wynika dość wyraźny obraz. Samorządowy problem „nie ma wykonawcy” najczęściej nie oznacza powszechnego załamania rynku robót budowlanych. Częściej chodzi o niedopasowanie między wyceną rynku a budżetem, o słabe przygotowanie postępowania albo o konieczność zmiany formuły realizacji.
Dla inwestycji z dofinansowaniem kluczowy jest harmonogram. Jedno unieważnione postępowanie uruchamia kolejne skutki: trzeba powtórzyć procedurę, czasem zaktualizować kosztorys, czasem podzielić zadanie na etapy, a czasem podnieść budżet. To wydłuża ścieżkę do budowy i zwiększa ryzyko, że terminy programu unijnego, KPO albo projektu transgranicznego staną się zbyt ciasne.
Praktyka z Ostrołęki, Tarnobrzega, Rawicza, Gdańska i Krzanowic pokazuje też coś jeszcze. Ten sam problem dotyka zarówno centrum przesiadkowego za dziesiątki milionów złotych, jak i niewielkiej infrastruktury przystankowej. Skala inwestycji nie chroni przed fiaskiem przetargu. O powodzeniu coraz częściej decyduje jakość przygotowania zamówienia i realność budżetu, a nie samo zdobycie dotacji.