Każda szkoła budowlana może wypromować olimpijczyka

2017-06-14 12:40 Monika Czechowska
Andrzej Oniszczuk
Autor: brak danych Andrzej Oniszczuk, kierownik organizacyjny Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych

W tym roku Olimpiada Wiedzy i Umiejętności Budowlanych (OWiUB) obchodzi 30-lecie. O tym, jakie korzyści ma młodzież dzięki startom w olimpiadzie, jakie powinny być szkoły budowlane - rozmawiamy z Andrzejem Oniszczukiem, od 1987 r. kierownikiem organizacyjnym Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych.

Przeczytałam, że jest Pan pasjonatem olimpiad szkolnych, że będąc uczniem odnosił pan sukcesy na szczeblu centralnym w olimpiadach przedmiotowych, a w czasie studiów nawiązał Pan współpracę z komitetem głównym jednej z olimpiad. Proszę o tym więcej opowiedzieć... A czym dzisiaj Pan się zajmuje?
− Będące przedmiotem naszej rozmowy zagadnienie szkolnych olimpiad wiedzy łatwiej jest zrozumieć, jeżeli spojrzymy na nie przez analogię ze sportem. Termin olimpiada też został zapożyczony z tej dziedziny. Drzemiący w młodym chłopaku z głębokiej prowincji potencjał został dostrzeżony przez nauczyciela szkoły średniej, który stał się swoistym trenerem i uruchomił zapalnik, że zdobywanie wiedzy może stać się pasją. Zarówno mój przypadek, jak i długie lata doświadczeń w organizowaniu szkolnego współzawodnictwa, utwierdzają w przekonaniu, że kluczowymi dla odniesienia sukcesu są relacje uczeń – nauczyciel (opiekun merytoryczny). Rozbudzona pasja poparta wytężoną pracą już od I klasy liceum doprowadziły do sukcesów w olimpiadach wiedzy historycznej i wiedzy o Polsce i świecie współczesnym (OwoPiŚW). W XVIII edycji OWoPiŚW nie tylko wygrałem zawody wojewódzkie, ale pokonałem szkołę, która była od lat twierdzą nie do zdobycia. W zawodach centralnych zająłem 7 miejsce na 147 startujących (po 3 z każdego z ówczesnych 49 województw). Mój sukces pociągnął za sobą młodszych kolegów ze szkoły, którzy w następnych latach nie tylko powtarzali moje wyniki, ale i wygrywali olimpiadę na szczeblu centralnym, a szkoła do dziś jest w gronie wysoko notowanych w rankingu szkół olimpijskich. Wówczas moją osobą zainteresowali się organizatorzy OWoPiŚW i jako studentowi Uniwersytetu Warszawskiego zaproponowali współpracę z biurem organizacyjnym. Dodajmy, że organizatorem tej olimpiady był Związek Harcerstwa Polskiego. Trzeba zaznaczyć, że w poprzednim ustroju społeczno-politycznym organizacje młodzieżowe aktywnie uczestniczyły w charakterze organizatora lub współorganizatora olimpiad, turniejów i konkursów skierowanych do rówieśników. Było to bardzo dobrą tradycją. Niebawem przypadek sprawił, że trafiłem do grona organizatorów zajmujących się uczniowskim współzawodnictwem w dziedzinie budownictwa – Turnieju Wiedzy i Umiejętności Budowlanych, w pionie dla techników i w pionie dla szkół zasadniczych. To było jak woda na młyn. Od tego czasu zajmuję się zawodowo organizacją turniejów i olimpiad, niezależnie od utrzymywanej aktywności w kilku innych dziedzinach życia, np. w turystyce kwalifikowanej, wzajemnie wykorzystując nabywane doświadczenia.

Historia Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych (OWiUB) jest od strony organizacyjnej od samego początku niezwykle wyboista. Co powoduje, że trwa Pan w tym przedsięwzięciu od 30 lat?
− Olimpiada Wiedzy i Umiejętności Budowlanych to moje drugie dziecko. Ponad 30 lat temu dołączyłem do grupy osób zabiegających od lat o nadanie rangi olimpiady zawodom tradycją sięgającym jeszcze lat 70. XX wieku. Moja wiedza, doświadczenia i determinacja pozwoliły po ponad roku zabiegów w ministerstwach budownictwa i edukacji doprowadzić do powołania 8 grudnia 1987 r. Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych i na przeprowadzenie w roku szkolnym 1987/1988 I edycji zawodów. Po tym historycznym sukcesie przekazałem funkcję kierownika organizacyjnego innym osobom, aż dwóm w ciągu następnych dwóch lat, i kiedy w 1990 r. dalsze losy olimpiady stały się zagrożone, ponownie postanowiłem podjąć się funkcji kierownika organizacyjnego i... tak trwam przez XXX edycji. To szmat czasu, ale jak słusznie Pani zauważyła, droga była wyboista i paradoksalnie chyba to jest największym powodem, że trwam w tym przedsięwzięciu. Na zewnątrz liczy się ogromny dorobek 30 lat – dane statystyczne oraz listy laureatów i finalistów, ale nie wszyscy wiedzą, że równolegle z organizacją kolejnych edycji trwała walka o byt olimpiady. Jako olimpijczyk nie potrafiłem zostawić rzeszy zaangażowanych społeczników w trudnych chwilach. Za sukces można uznać sam fakt, że OWiUB przetrwała. Jest jednak długa lista spraw od lat nie załatwionych. Ogólnie jestem w stanie bronić tezy, że ruch szkolnych olimpiad ciągle dryfuje, a powinien być jednym z priorytetów w systemie edukacyjnym państwa, służyć na większą skalę niż dotychczas wyłanianiu i promowaniu najzdolniejszej młodzieży, ogniskowaniu pracy nauczycieli. Brakuje ku temu przede wszystkim dobrych narzędzi. Status prawny olimpiad jest nijaki i zamiast być samodzielnymi organizacyjnie i finansowo podmiotami, są przylepcami nie pasującymi do struktur różnych instytucji i organizacji. Regulacje prawne są sprzed 15 lat, bądź inkorporowane z innych segmentów obrotu gospodarczego (np. ostatnio co 3 lata konkurs na organizatorów olimpiad). Brakuje nawet forum, czy miejsca na dyskusję o tych zagadnieniach przy współudziale wszystkich zainteresowanych (uczniów, nauczycieli, organizatorów, decydentów ministerialnych i samorządowych). Organizatorzy olimpiad zbyt dużo czasu poświęcają na biurokratyczne procedury codziennego funkcjonowania wynikające z ułomnego swojego statusu czy na pozyskanie dodatkowych środków, zamiast pracy nad doskonaleniem merytorycznym i organizacyjnym lub promowania przedsięwzięcia. Temat standaryzacji olimpiad szkolnych zasługuje na osobną rozmowę.

Jakie słabe punkty ma na poziomach ponadpodstawowych dzisiejszy system kształcenia w zawodach budowlanych? Jakie korzyści przynosi udział w Olimpiadach Wiedzy i Umiejętności Budowlanych?
− To też temat na osobną rozmowę. Słabe punkty dzisiejszego systemu kształcenia zawodowego mają swoje źródło w szkodliwych reformach z 1999 roku. Muszę tu użyć mocnych słów. Niektórzy z twórców tamtych chorych pomysłów dziś przewracają się w grobach. Czy pamięta Pani, że tamta reforma w pierwotnym kształcie zakładała likwidację techników i zastąpienie ich liceami profilowanymi? W ostatniej chwili udało się obronić istnienie takich szkół w systemie, ale w formie mocno okrojonych nowych 4-letnich techników. Skrócony cykl edukacyjny i potem majstrowanie przy podstawach programowych kształcenia w zawodach (2012 rok) dały równię pochyłą dla poziomu kształcenia w zawodach budowlanych. A licea profilowane … umarły śmiercią naturalną. Duże nadzieje pokładamy w obecnie wprowadzanej reformie ustroju szkolnego, przywracającej 5-letnie technika, powołującej szkoły branżowe i przede wszystkim tworzącej drożność kształcenia zawodowego na różnych poziomach. Jednak na pierwsze rezultaty nowych rozwiązań musimy poczekać do 2024 roku, czyli na pierwszych absolwentów. Edukacja to nie wypiek chleba, to proces długofalowy. Zatem kto odpowie za lukę w wypuszczaniu na właściwym poziomie na rynek pracy i do dalszego kształcenia absolwentów techników w latach 2006-2023? Olimpiada zawsze pozostawała tą enklawą, gdzie wymagany poziom wiedzy i umiejętności był podporządkowany wymaganiom dalszego kształcenia w szkołach wyższych. Udział w Olimpiadach Wiedzy i Umiejętności Budowlanych, oprócz wymiernych korzyści dla uczniów, mobilizuje nauczycieli do stosowania programów nauczania poszerzających minima programowe, pozwala wymienić się doświadczeniami dydaktycznymi, a szkołom wskazuje, w którym są miejscu na krajowej mapie edukacyjnej. To także okazja dla wszystkich na bezpośredni kontakt z wyższymi szkołami technicznymi, które aktywnie włączają się w organizację OWiUB.

Wiele szkół o profilach zawodowych nie ma pochlebnych opinii co do poziomu nauczania, dlatego nie wierzę, by każda taka szkoła mogła wypromować olimpijczyka. A może się mylę?
− W każdym rodzaju szkół opinie na temat poziomu nauczania są zróżnicowane. Teoretycznie każda szkoła może wypromować olimpijczyka, jeżeli zaistnieją ku temu odpowiednie warunki. Warunkiem podstawowym jest praca z młodzieżą. Jak już wspomniałem na początku rozmowy, kluczową rolę do odegrania ma nauczyciel. To on musi rozpoznać możliwości ucznia i zachęcić do zdobywania wiedzy. Ale nauczyciel też musi być zmotywowany, a przede wszystkim właściwie doceniony. I nie chodzi tu tylko o jednostkowe podejście do osoby wyróżniającej się aktywnością. Potrzebne są rozwiązania systemowe, to tu brak reform. Większe powiązanie i zróżnicowanie w wynagradzaniu z osiągniętymi wynikami pracy pobudziłoby aktywność zawodową, stworzyłoby pole dla rywalizacji. Praca z młodzieżą i sukcesy wychowanków powinny być miarą awansu zawodowego nauczyciela, a nie gromadzenie opasłych teczek z jałowymi opiniami o pracy. W placówce edukacyjnej musi panować atmosfera sprzyjająca pracy na sukces, a to jest już rolą dobrego dyrektora szkoły i organu założycielskiego dla danej placówki. Niepoślednią rolę do odegrania w tym względzie powinna mieć też administracja centralna. Na przestrzeni 30 lat istnienia OWiUB bywało z tym różnie. I nie chodzi tu o sytuację, którą redakcja Muratoraplus miała okazję zaobserwować w tym roku podczas jubileuszowego XXX Finału Centralnego w Białymstoku – emocje organizatorów i uczestników sięgające zenitu, a ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej (które w końcu dotuje olimpiadę) brak jakiejkolwiek odpowiedzi na zaproszenie uczestniczenia w tym wydarzeniu. O wiele ważniejszym wydaje się być brak przez cały rok, nazwijmy to – „służbowej zachęty” ze strony ministerstwa, adresowanej do szkół i pokazującej zalety startu w olimpiadach. Zachęta wcale nie kłóci się z prawną zasadą dobrowolności startu w olimpijskiej rywalizacji. Ważnym uzupełnieniem tego procesu jest wymiana doświadczeń nauczycieli i opiekunów podczas zawodów okręgowych i centralnych, służąca wypracowaniu modelu współdziałania pasjonatów OWiUB oraz spotkania przy tych okazjach z kadrą naukowo-dydaktyczną szkół wyższych, z przedstawicielami organów prowadzących i nadzorujących oraz sponsorami, dodającymi rangi olimpijskim zmaganiom.

Czym wyróżniają się szkoły, które tych olimpijczyków mają najwięcej?
− Niczym nadzwyczajnym, oprócz tego co już powiedziałem. W takich szkołach sumiennie wykonuje się zadania, do których zostały powołane te placówki i zatrudnieni nauczyciele, a jeżeli zaangażowanie przybiera stan pasji, to szkoły stają się potentatami do sięgania po najwyższe laury. Wiemy także o dodatkowej pracy – w wyróżniających się placówkach – w formie zajęć pozalekcyjnych, kół olimpijczyka, itp. oraz o utrzymywaniu więzi z absolwentami, którzy odnieśli sukcesy. Organizatorzy olimpiady mieli nawet okazję uczestniczyć w jednej z najlepszych szkół w Zjeździe Olimpijczyków OWiUB – Zespół Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śląskim uzyskał w historii startów ponad 100 tytułów laureata. Satysfakcjonujące chwile w pracy szkół następują, jeżeli w procesie dydaktyczno-wychowawczym przyszłego technika pojawia się nauczyciel przedmiotów zawodowych, który chce i potrafi przygotować ucznia do udziału w olimpiadzie. W takiej sytuacji tworzą się relacje uczeń – olimpijczyk i nauczyciel – mistrz. Dwubiegunowość przyjaznych postaw nauczyciela i ucznia oraz kompetencje nauczyciela, nie tylko specjalistyczne i dydaktyczne, ale również i psychologiczne decydują jak wielki sukces są w stanie razem osiągnąć.

Podobno w tym roku był wyjątkowo wysoki poziom podczas finału olimpiady. Czyżby coś się zmieniło w szkołach, a może to młodzież ma bardziej dojrzałe podejście do wiedzy?
− To prawda. W tegorocznej jubileuszowej edycji nadaliśmy rekordową liczbę tytułów laureata. W ocenie organizatorów na ten sukces złożyło się kilka czynników. Mimo opóźnień w rozpoczęciu tegorocznej edycji, ale za sprawą zagwarantowania względnej stabilności finansowej dla dalszego funkcjonowania OWiUB (jedna i druga przyczyna po stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej) mogliśmy dopuścić do udziału w zawodach okręgowych wszystkich kandydatów, którzy spełniali regulaminowe wymogi. Otworzyło to drogę dla bardzo przyjaznego nastawienia szkół do olimpiady. I chociaż mimo niżu demograficznego wskaźniki statystyczne nie drgnęły do góry, to poprawiła się frekwencja udziału w zawodach okręgowych i znacząco podniósł się poziom wyników tych zawodów. Na zawody centralne ze względów organizacyjnych nie mogliśmy przyjąć już wszystkich, którzy na to zasługiwali. Finałowe wyniki pokazują jak zacięta i wyrównana była walka o laury, a uczestnicy – mówiąc w uproszczeniu – mieli wiedzę większą niż czas przeznaczony na jej zaprezentowanie. Dojrzałe podejście do olimpijskich zawodów mogliśmy obserwować także podczas okazywanych wzruszeń podczas ogłaszania wyników.

Ilu budowlanych olimpijczyków wypuścił Pan w świat? Utrzymuje Pan z nimi kontakty?
− 30 lat Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych to 113 tys. uczniów techników budowlanych biorących udział w zawodach szkolnych, ok. 20 tys. uczestników etapu okręgowego i dokładnie 2381 etapu centralnego, w tym 815 uczniów z uzyskanymi tytułami finalisty i 803 z tytułami laureata. Na powyższą statystykę złożyła się aktywność około 200 szkół średnich kształcących techników w zawodach budowlanych. Utrzymanie kontaktu z tak liczną rzeszą olimpijczyków przerasta moje możliwości organizacyjne, ale staram się w różny sposób ich promować (strona internetowa, publikacje). Bardzo cennym dla organizatorów OWiUB jest zainteresowanie tym wątkiem serwisu Muratorplus. W zakresie medialnej promocji Olimpiady jest w ogóle wiele do uczynienia. Natomiast kontakty z olimpijczykami są utrzymywane na szczeblu regionalnym (mamy w OWiUB 12 okręgów) – niektórzy z nich wspierają w różny sposób organizatorów (pomoc organizacyjna, praca w jury zawodów czy w zakresie sponsoringu). Oczywiście, w największym zakresie kontakt z naszymi olimpijczykami możliwy jest za pośrednictwem szkół, których są oni absolwentami. Znane nam są także przykłady utrzymywania więzów między olimpijczykami i ich opiekunami merytorycznymi.

Dlaczego warto wziąć udział w Olimpiadzie Wiedzy i Umiejętności Budowlanych?
− Najcenniejszą odpowiedzią na to pytanie może być odpowiedź płynąca od tych, którzy wzięli w niej udział. Warto o to zapytać np. zwycięzców poszczególnych edycji OWiUB. Śledząc losy olimpijczyków widzimy, że zdecydowana większość już podczas edukacyjnej przygody budowlanej na tyle zakotwiczyła się w branży, że do dziś para się zawodem budowlanego. Jedni mają własne firmy budowlane, inni pełnią ważne funkcje w gospodarce lub zajmują się edukacją. Na początek jednak udział w Olimpiadzie Wiedzy i Umiejętności Budowlanych daje młodemu człowiekowi szansę dostania się na studia techniczne bez postępowania kwalifikacyjnego. Przy okazji zdobywają doświadczenia płynące z rywalizacji z rówieśnikami z całego kraju, poddają się ocenie przedstawicieli szkół wyższych lub praktyków budowlanych. Olimpiada stwarza możliwości zapoznania młodzieży z najnowszymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi i technologicznymi w dziedzinie budownictwa, kształtuje nawyk przyszłego doskonalenia zawodowego oraz wyrabia umiejętność samodzielnego zdobywania wiedzy. Olimpijczyk to uczeń, który wykracza poza mury macierzystej szkoły, nawiązuje kontakt i konfrontuje się z uczniami innych szkół i przedstawicielami szeroko rozumianej kadry w branży budowlanej. Oni słusznie uważają, że są już kimś. Włożony w rywalizację wysiłek owocuje potem po prostu lepszą zaradnością w życiu. To wielka satysfakcja patrzeć na zaangażowanych ludzi młodych, ale już dojrzałych przed maturą.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
Czytaj więcej